Byłem chory. Przecież znoszenie tego, że najbliższa osoba ignoruje i poniża, jest zdrowe. Nie potrafiłem tego. Tylko to mogę teraz? Napisać: Wybacz. Szczerze. Chciałbym nie niszczyć tych słabych nędznych ludzi własną pewnością, racją i genialnością. Chcę udowadniać, że mam rację. Problem w tym, że zazwyczaj ją mam. Nie tylko jest - prawda subiektywna. Jest również – jedna – prawda. Może jestem genialnym psychologiem, a Wy, którzy w to wątpicie jesteście tylko krótką prozą posiekaną enterami? Zamieszkaliśmy razem. Bałem się, że nie sprostam, że nie dam rady, że zainteresuje ją inny mężczyzna, że znajdzie nowych znajomych na uczelni. Byłem spanikowany, przerażony i chciałem więcej i więcej. Obudziłam się, włączyłam komputer i poszłam zrobić tą nieszczęsną kawę i rzeczy, jakie ludzie robią rano, i zastanowić się nad tym, co robię z moim życiem dzisiaj, więc nie wymagaj od człowieka odpowiedzi natychmiastowej. Zostało mi trochę kawy, możesz przyjść. Uwielbiam czuć ten znajomy rozpierdol w sercu dający nadzieję, że się nie zmienia co niezmienne. Przedłużałem agonię. Łudziłem się, że najpierw ją odzyskam, a później się ustatkuję. Cela. Każdy z nas ma momenty w swoim życiu – kiedy to nie był sobą, kiedy się czegoś wstydził. Kiedy siedzę teraz w areszcie pod oknami Miłującego muszą dziać się teraz dziwne rzeczy. Jestem pewny, że teraz w jedną stronę idą nacjonaliści, zaś, w drugą parada równości składająca się z uśmiechniętych facetów przebranych za kobiety i innych querowych uśmiechniętych ludzi. Tuż za nimi pewnie zmierza matka boska pod baldachimem. Taki piękny cyrk mnie omija, ech.