Cela. Sen miałem. Chciałem porozmawiać. Właściwie to chciałem potrzymać za rękę. Właściwie to chciałem Ją pieprzyć. Od lodu odbiła się doniczka. Nie strzaskała się. Pękła. Przywiał wiatr gazetę, foliową reklamówkę i szczekającego psa. Ona zaczęła gonić balonik. Była ubrana na czarno, na czerwono miała umalowane usta. Zbliżyłem się, chciałem przytulić. Odsunęła się. Poślizgnęła. Upadła na szkło. Dźwięk można opisać kolorami. Wiele rzeczy można, może nie wszystko, ale wiele. w dźwięku można smakować się, podobnie jak w alkoholu. Dźwięku o kształtach zaokrąglonych. Nie znoszę, kiedy dźwięk jest lepki. Niskie tony mają swoją barwę. Lubię ciemne barwy. Malowane usta, oczy. Takie tam. Estetyczne różne siakie. Ćpać fotografie. Fatalne dekoracje. Rozrzucone krzesła, długopis na stole, wieszak przybity do spękanej ściany, odsłonięte żaluzje, światło. Sterty papierów – różne. Mam półki uginające się od książek, książek, po które raczej nie sięgnę, bo, po co? I te niby mury. Wyblakłe z odrapanym tynkiem. Ściany zielone i taki biały sufit. W kąciku przy drzwiach śpi niebieskie pasmo na włosach. Zostawiła je piękna nastolatka. Ciekawe co śni. W łóżku noc zmięła pościel. Zgniecione to, co warte było zimnego szampana. Na startym dywanie leży też wczorajszy koniaczek, przy poduszkach kucają śpiące szklanki. Czekają,