Blackmon Forest. (Fei słyszy za sobą kobiecy głos w nieznanym języku) Kobieta: Ranahas! Katenaju ta pa dajtuna ahwa! Dana rantak! Rana kanti! (lub coś w tym rodzaju) (Widzi że Fei rozumie i zaczyna mówić w znanym mu języku) Kobieta: Rzuć broń! Wykonaj choć jeden ruch i strzelę! Errh... Odwróć się! Fei:... Kobieta: Powiedziałam odwróć się! Fei:...Czy ty drżysz? Kobieta: Bądź cicho... nie wydaje mi się że jesteś jednym z żołnierzy Kislevu którzy mnie ścigają. Kobieta: Nie ruszaj się! Mam rozkaz zabić wszystkich mieszkańców planety -owce-, których napotkam... To tylko część mojej misji. To nic osobistego. Mam do ciebie pytanie...jak się wydostać z tego lasu? Fei: Zgubiłaś się? Kobieta: Tylko odpowiedz na moje pytanie! Jak się s tąd wydostać? Fei: Przepraszam ale ja tez szukam drogi wyjścia. Kobieta: Oh... Fei: Jak długo zamierzasz tak stać? Jeśli zamierzasz mnie zastrzelić to się pospiesz i zrób to. Kobieta: Co za głupoty opowiadasz! Nie rozumiesz w jakiej sytuacji się znalazłeś? Fei: Nie obchodzi mnie moja sytuacja...moje życie jest bez znaczenia...nie mam po co żyć! Kobieta: Nie zbliżaj się! (Strzeliła ale nie trafiła Feia) Fei: W co celowałaś? Tutaj! Zastrzel mnie! Kobieta: Kpisz sobie ze mnie? Jesteś dziwny! Coś jest z tobą nie wporządku! Powinieneś się chociaż trochę opierać! (Jakiś potwór zeskoczył z drzewa) Kobieta: Co to jest? (Potwór uderzył kobietę ogłuszając ją) Fei: Stój! Nie dotykaj Elly! (Fei pokonał potwora) Fei: Nic ci nie jest? (Kobieta obudziła się po jakimś czasie, Fei rozpalił ognisko) Fei: Dobrze że się wreszcie obudziłaś! Nie ruszałaś się tak długo że zacząłem się martwić... Kobieta:... Fei: Jak się czujesz? Kobieta:... Fei: Ciągle zamierzasz mnie zabić? Więc mnie zastrzel! Lecz radzie nie robić tego w lesie. Leśne potwory nie lubią głośnych dźwięków. Kobieta:... Fei: Dobrze. Nie mów do mnie jeśli nie chcesz... lecz nie zaszkodziło by przynajmniej podziękować za to że opatrzyłem twoje rany. Kobieta: Dziękuję...lecz nie powinieneś mi pomagać. Nie myśl sobie że w ten sposób ocalisz życie, to niczego nie zmienia. Fei: Czego się boisz? Kobieta: Nie boję się, po prostu jestem ostrożna. To naturalne że muszę być ostrożna gdy spotkałam tak dziwnego mieszkańca planety -owce-. Fei: Hm. Nie martw się. Nie zamierzam ci niczego zrobić. Poza tym ty jesteś dziwniejsza ode mnie. Kobieta: Huh? Fei: Jak masz na imię? Kobieta: Nie podam swojego imienia mieszkańcowi planety -owcy-. Fei: Co ma znaczyć ta "owca"? Oboje zgubiliśmy się w tym lesie, otoczeni przez niebezpieczne potwory... czy nie powinniśmy przynajmniej współpracować aż się stąd nie wydostaniemy? Kobieta: ... Fei: Dobrze. Jak masz na imię? Będzie nam ciężko ze sobą współpracować jeśli nie będziemy znali przynajmniej swoich imion. Ja nazywam się Fei Fong Wong. Możesz nazywać mnie Fei. Kobeta: Ja jestem... Elhaym. Ale moi rodzice nazywają mnie Elly. Fei: "Elly", huh? Jakoś już to wiedziałem. Elly: ? Fei: Zbyt niebezpiecznie będzie podróżować nocą...zaczekajmy do rana zanim zaczniemy szukać drogi wyjścia...jeśli nie masz nic przeciwko. Elly: Myślę że nie mamy wyboru. Fei: Dobrze więc Elly...co powiesz na coś do jedzenia. (Fei miał sen że jest na pustyni, nagle pojawiły się jakieś istoty) Fei: Zaczekajcie! Nie zostawiajcie mnie tutaj...! (Nagle pojawiła się kobieta) Kobieta: Musisz być bardzo samotny będąc tutaj sam... Elly:...Fei...Fei...Fei...Fei? Fei? Obudziłeś się? (Fei i Elly idą dalej przez las) Elly: Fei...wczoraj mówiłeś że twoje życie jest bez znaczenia. Co przez to rozumiałeś? Fei: Dlaczego pytasz? Elly: Dlaczego? Wczoraj wyglądałeś jakbyś chciał umrzeć. Myślisz że mnie to nie zastanawia...? Powiedz jak się znalazłeś w tym lesie. Fei: Powinienem cię zapytać to samo. Elly: Huh? No, ja, errh... Fei: Uciekłem... z mojej wioski... lub przynajmniej tego co z niej zostało... Elly: Wioska...? Chyba nie myślisz o...!? Fei:...Lahan... to była mała wioska która znajdowała się pomiędzy tym lasem a górami. Uciekłem stamtąd. Elly: Ta wioska...? Fei: To było miłe i spokojne miejsce, wszyscy traktowali mnie jak rodzinę. Aż do ostatniej nocy, gdy grupa gearów nagle się pojawiła i zaczęła walczyć pośrodku wioski. Cała wioska pogrążyła się w płomieniach...nie mogłem po prostu stać tam i patrzeć jak niszczą Lahan...więc próbowałem ją ocalić, wsiadłem do pustego geara...nawet nie wiedząc jak się nim steruje. Myślałem może że będę w stanie coś zrobić...nie...t było bardziej jakby ktoś szeptał do mnie...mówił mi co mam robić...lecz zdarzyła się katastrofa! Wioska... Elly: Została zniszczona przez armie Kislevu? Fei...? Fei: Nie...wioska została zniszczona...przeze mnie... Elly:...? Fei: Tak to byłem ja. Ja zniszczyłem Lahan. Jestem tego pewien... Elly: Co masz na myśli przez "ja zniszczyłem ją"? Myślałam że chciałeś pomóc ją ocalić? Fei: Tak chciałem pomóc. Nawet zniszczyłem kilka gearów. Lecz pojawiła się nowa grupa gearów...i wtedy mój przyjaciel...Timothy...został zastrzelony...wtedy straciłem przytomność...wszystko stało się czarne...po tym już nic nie pamiętam. Gear w którym się znajdowałem wymkną się z pod kontroli...przynajmniej tak powiedział doktor. Gdy się obudziłem...wioska...i wszyscy jej mieszkańcy...Alice...ona była taka...Alice i Timothy...o Boże...! Wszyscy! Ci dobrzy ludzie... Elly: Wymkną się z pod kontroli...? Gear...? Co się stało z wioską? Fei? Fei:...Tak, gear! Elly:!... Fei: Jeśli by oni się tylko nie zjawili... (Elly przypomina sobie jak z grupą gearów uciekała przed pościgiem) Elly: A niech ich...ciągle nas ścigają...już jesteśmy na terytorium Aveh...nie poddam się teraz. Ten gear jest zbyt ważny! (Gear obok Elly wybuchł) Elly:! Teraz jesteśmy w niekorzystnym położeniu. Głos z nadajnika: Van Houten. Co się dzieje odpowiedz! Elly: Szarpnel...w plecach mojego geara. Spada moc dopalaczy. Nie mogę utrzymać wysokości. (Elly wylądowała w Lahan i uciekła z geara) Fei: Jeśli by się nie pojawili w wiosce, nie zaczęli tam walczyć...wtedy nie próbował bym pilotować tego geara. To wszystko to ich wina...nie moja! Jeśli by tylko się nie pojawili...nic by się nie stało...to wszystko przez nich! Przez nich! Przez nich! Przez nich! Elly: Wystarczy już! Fei:!? Elly: Jesteś tchórzem! Fei: Tchórzem? ... Ja? Elly: Tak ty jesteś tchórzem. Wszystko co mówisz to "przez nich, przez nich, przez nich". Tak jakby nie było w tym części twojej winy! Fei: To moja wina? Elly: Tak, to prawda! Oczywiście bezpośrednią przyczyną ej walki były geary które musiały awaryjnie lądować w twojej wiosce. Ale Kislev chciał tylko tego geara, prawda? Nie dokonywali inwazji i nie mieli zamiaru niszczyć Lahan. Prawdziwe uszkodzenie wyrządziłeś ty gdy wsiadłeś do geara i spróbowałeś walczyć! Fei:... Elly: Co cię skłoniło żebyś wsiadł do tego geara? Nie każdy może je pilotować! Potrzeba do tego treningu! Niemożliwe jest żeby cywil mógł kiedykolwiek go pilotować! Poza tym...powinieneś był pomagać uciec mieszkańcom! Jak możesz obwiniać uszkodzonego geara kiedy to ty podąłeś decyzję by walczyć? Czemu samemu nie przyjmiesz odpowiedzialności? Czemu zrzucasz winę na innych? Po prostu uciekasz i to czyni cię tchórzem! Fei: Jeśli ująć to w ten sposób...to tak...to prawda, jestem tchórzem! Nie uświadamiałem sobie mojej prawdziwej siły i obwiniałem innych za to co się stało. Jestem żałosną wymówką męszczyzny. Ale...czułem ten przypływ krwi i nie mogłem nic zrobić! Nie mogłem pomóc sobie...ani innym. Elly: Fei, ja... Fei: Zamknij się! Co ty możesz wiedzieć!? Kiedy się obudziłem byłem otoczony przez ruiny...nie pamiętałem co się stało ani co zrobiłem. Nic nie pamiętałem. Ale moje ręce ciągle czuły co zrobiły. Wszystko co słyszałem w gearze to były krzyki...którym towarzyszył zapach krwi, dźwięk miażdżonych kości i moich własnych przeklinań. Spójrz! Spójrz na moje ręce! Czy nie słyszysz ich głosu? Czy rozumiesz to uczucie? Uczucie że zniszczyło się własny dom swoimi rękoma...? Że nie jest się w stanie nic zrobić dla pozostawionych tam dzieci...? Teraz nie mają nic...ja nie mam nic...nikogo...nie chciałem wsiadać do geara...lecz nie miałem wyboru...nie mogłem robić niczego innego... (Elly poszła do innej lokacji zostawiając Feia samego) Elly: Dlaczego powiedziałam mu to wszystko...? (Wstawka z przeszłości Elly) Kobiecy głos: Mówisz tak jakbyś nie była za to odpowiedzialna. Elly: Nie! Ja nic nie zrobiłam! Kobiecy głos: Zginęli ponieważ ty musiałeś wsiąść do geara i zacząć walczyć. Elly: To nie byłam ja, czy tego nie rozumiecie? Kobiecy głos: Nie każdy może pilotować te maszyny! Elly: Ja tego nie zrobiłam! Kobiecy głos: Czemu nie przyjmiesz odpowiedzialności? Elly: Nie jestem tak silna. Kobiecy głos: Czemu próbujesz zrzucić winę na innych? Elly: Nie jestem nawet tak utalentowana. Elly: Jesteś tchórzem! Fei: To prawda! Jestem tchórzem! Elly: Tak...to prawda...jestem tchórzem... (Nagle pojawił się Rankar, Fei usłyszał krzyk Elly) Fei: O nie! (Fei pobiegł i zobaczył Rankara) Fei: Elly! Elly! Czy nic ci nie jest?! Cholera, jest nieprzytomna! (Fei zaczął walczyć z Rankarem, nadleciał Citan) Citan: Fe~i!! Citan: Fei! Szukałem cię! Użyj tego! (Citan zrzucił Feiowi geara) Fei: Hey! Zaczekaj chwilę! Mówisz że mogę użyć tylko tego...Elly...cholera! Doktorze. Muszę cię prosić o przysługę! Pokonam tego potwora! Ale jeśli znów stracę kontrolę jak ostatnim razem, to mnie zastrzel! Citan: Fei... Módlmy się żeby to się nie stało! (Fei pokonał Rankara) Citan: Fei! Nic ci nie jest? Fei: Tak... chyba tak... Citan: Ta walka z Rankarem była niezwykła. Normalny gear nie mógł by pokonać takiego potwora. A ty na pewno ciągle jesteś w doskonałej formie... Fei: Dlaczego tu tutaj przywiozłeś doktorze? Citan: To...? Masz na myśli Weltalla? Fei: Weltall? To gear który zniszczył naszą wioskę. Po co go tu przywiozłeś? Nigdy więcej nie chcę widzieć żadnego geara. Citan: Rozumiem jak się czujesz...ale do samoobrony potrzebujesz mieć siłę. Teraz nawet jeszcze bardziej skoro jesteś ścigany. Fei: Zgadzam się że potrzebna jest siła do samoobrony. Jeśli nie było by tu tego geara Elly i ja bylibyśmy już w żołądku Rankara...lecz ta siła jest większa niż niezbędna. Czy naprawdę potrzebuję siły zdolnej zniszczyć wszystko? Citan:... Fei: Nie potrzebuję takiej siły...po prostu nienawidzę gearów. Citan: Fei, używaj siły albo bądź używany przez siłę...czy to nie jest problem dla serca...? Jeśli ludzie nie używają swej siły dla złych celów to może to wyjść na dobre...uważam że taka siła może nam pomóc. Wiem że nic ci nie będzie, tym razem to ci pomogło, prawda? Fei: Chcę w to wierzyć. Lecz coś mnie powstrzymuje. Ten gear...przynajmniej Elly jest bezpieczna. Citan: Zdaje się że się budzi. Elly: Huh...? Citan: Nazywam się Citan...jestem przyjacielem Feia. Jeśli Fei by ci nie pomógł nie chcę myśleć co by się mogło stać. Ale nie jestem zbyt zadowolony z braku rozwagi Feia który próbował pokonać Rankara gołymi pięściami. Elly: Gołymi pięściami? Citan: Cieszę się że znalazł użytek dla tego co mu przywiozłem. Elly:...!! Citan: Powiedzmy że pożyczyliśmy to co zostawiła po sobie armia Kisleva... Elly:...Dziękuje ci Fei. To już drugi raz. Fei: Nie ma sprawy. Citan: Robi się ciemno, odpocznijmy dzisiaj i zaczniemy jutro z samego rana. Oboje wyglądacie na zmęczonych a nasz przyjaciel chyba potrzebuje naprawy... (Nocą Citan naprawia Weltalla a Fei śpi) Citan: To na nic. Obwodnica i obwody kolana są zniszczone. Obwodnicę można naprawić ale należy wymienić obwody... (Citan zauważa Elly) Citan: Masz kłopoty ze snem? Elly: Tak... Citan: Nic dziwnego. Mieliście wiele przeżyć. To jest maszyna którą Fei używał gdy wioska została zaatakowana. Była jeszcze jedna maszyna porzucona na obrzeżach wioski... Nil bayer dars legus? (Należała do ciebie, prawda?) Elly:!! Citan: Tam myślałem...zaginiony pilot z geara który dokonał awaryjnego lądowania w Lahan...i tajemnicza kobieta zagubiona w lesie...jest właściwie tą samą osobą. Sądząc po twoim mundurze, jesteś w wojsku...czy mam racje? Elly: Jak...? Kim jesteś? Citan: Sprawdziłem numery identyfikacyjne żołnierzy którzy zginęli podczas ataku na Lahan...wzór na ich identyfikatorach jest taki sam jak na twoim mundurze. Elly:! Citan: Nie martw się, zostali należycie pochowani. Ale pewnie nie byli zbyt zachwyceni że zginęli na obcej ziemi. Elly:...Możliwe. Citan: Czy Fei zna prawdę o tobie? Elly: Myślę że ciągle nie zdaje sobie sprawy. Citan: Najprawdopodobniej...Fei nic nie wie o świecie poza Lahan. Elly: Rozumiem...więc jak... Citan: Najlepiej jeśli nie będziemy brnąć w swoją przeszłość. Elly: Ale... Citan: Powiedzmy że wiem o świecie trochę więcej niż większość. Ale Elly...muszę cię prosić o przysługę. Elly:... O co chodzi? Citan: Idź prosto aż dojdziesz do drogi. Wtedy po prostu idź dalej...zostaw proszę Feia póki jeszcze śpi. Elly:!? Citan: Nieszczęśliwe rzeczy dzieją się wokół Feia. Chcę go chronić jeśli jest to możliwe...nie chcę aby mieszał się w daremne walki. To także dla twojego dobra, Elly nie należysz do tego miejsca. Wróć do swojej rodziny. Elly: Um...ja... Citan: Nie martw się, nie powiem Feiowi kim naprawdę jesteś. Powiem mu po prostu że wróciłaś do swojej rodziny... Elly: Nie o to chodzi! Powiedziałam mu coś okropnego...i chcę...go przeprosić... Citan: Coś okropnego? Elly: Fei mówił że to była nasza wina ze wioska została zniszczona. Mówił...jeśli by tylko "oni" nie zjawili się...wtedy nazwałam Feia tchórzem ponieważ chciał uciec od odpowiedzialności...ale naprawdę to ja próbowałam ucec od odpowiedzialności...jeśli nierozbiła bym się w wiosce ciągle wszyscy by spokojnie żyli. Ale ja oskarżałam Feia... Citan: To coś rzadkiego. Nie spodziewałem się że tak myślicie. Dla was mieszkańcy planety są niczym więcej jak domowymi zwierzętami, czyż nie...? Elly: Pasterz -Abel- przejął kontrolę nad mieszkańcami planety -owcami-...Ma prawo dawać im życie i śmierć taj jak mu to pasuje... Citan: Dokładnie. Ale ty czujesz odpowiedzialność względem Feia i mieszkańców. Dlaczego? Elly: Sama nie wiem...w Jugend zostałam nauczona że mieszkańcy planety są głupi i ograniczeni...i dlatego musimy ich kontrolować...ale... Citan: Ale gdy spotkałaś Feia coś sprawiło że zaczęłaś się nad tym zastanawiać? Elly: Tak. On się nie różni od nas...wydaje się że jest nawet potężniejszy. Posiada coś...coś czego my nie posiadamy. Także ryzykował swoje życie aby nie uratować...dwukrotnie. Citan: Większość z was czuła by się przez to zawstydzona. A jednak ty jesteś wdzięczna Feiowi...? Elly: To prawdopodobnie przez mojego ojca. Miał otwarty umysł na mieszkańców planety. Moja niania była...mieszkanką planety. Nikt o niej nie wiedział...poza tym...ja jestem taka sama jak Fei... Citan: Taka sama? Elly: Nie, nic. Nieważne... Citan: Hmm. Myślę że rozumiem. Przepraszam, dopiero co powiedziałem że nie powinniśmy brnąć w swoją przeszłość...taką mam naturę. Moja żona mówi że jestem zbyt uparty i mówię za dużo, ale osobiście nie wydaje mi się abym mówił za dużo. Chyba będzie najlepiej jak wrócisz do domu to swojego kraju. Nie powinno cię tutaj być. Elly: Wrócę do kwatery głównej, ale co po tym...? Citan: Martwisz się... Elly: Tak... Citan: Martwienie się jest naturalne. Nawet ja się nieraz martwię, wiesz!? Elly: Oh, Citan... Citan: Pozwól że ja pomyślę co powiedzieć Feiowi...powinnaś już iść. (Elly odeszła, następnego ranka) Fei: Czy Elly już poszła? Citan: Oh, Więc nie spałeś? Fei: Tak, obudziłem się w czasie waszej rozmowy więc słyszałem tylko jej część. Citan:... Fei: Elly...więc kim ona jest? Citan: Fei, ona... Fei: Wiem, to nie jej wina. To co się stało w wiosce jest tylko moją winą. To ja ją powinienem przeprosić. Citan: Fei, nie obwiniaj siebie. To także nie była twoja wina. Próbowałeś uratować wioskę. Fei: Dziękuje...jak się mają mieszkańcy? Citan: Nie martw się, Yui się nimi zajmuje. Powiedziałem żeby szybko wyruszyli do pewnego miejsca. Powinni być bezpieczni, więc martw się teraz tylko o siebie. Fei: Dobrze doktorze.. Citan: Teraz musimy się zastanowić co zrobimy dalej...czy powinniśmy opuścić ten las i udać się do pustynnego miasta Dazil? Może dowiemy się co Aveh i Kislev planują...nie wspominając że zdobędziemy części do Weltalla. Przywódcy Aveh nie będą siedzieć z założonymi rękoma i nie robić nic po wczorajszej katastrofie! (W czasie wychodzenia z lasu zobaczyli durzy statek kosmiczny) Fei: Co to jest...? Citan: Zakładam że to powietrzny pancernik z Aveh... Fei: Powietrzny pancernik? Nigdy nie słyszałem żeby aveh miało coś takiego. Citan: Oczywiście nie Aveh go zbudowało...najprawdopodobniej należy do sił Geblera stacjonujących w Aveh. Fei: Gebler? Citan: Siły specjalne z Świętego Imperium Solaris znane jako Gebler. Jestem pewien że coś o nich słyszałeś. To organizacja udzielającego silnego militarnego wsparcia dla królestwa Aveh. Pokazali się w Ignas parę miesięcy temu. Wcześniej Aveh był prawie zniszczony przez Kislev. Ale z pomocą Geblera zdołali odzyskać straty. Teraz rozszerzają swoje terytorium i zbierają środki dostępne w ruinach. Fei: Słyszałem jak starszyzna wioski o tym rozmawiała...czy Elly jest częścią tego? Citan: Bardzo możliwe. Jej grupa miała doskonałą technologię. Plotki głoszą że są tylko po to by zbierać środki z ruin. Jestem zaskoczony że używają coś tak potężnego jak ten statek...musiał lecieć by wziąć udział w walkach granicznych. Fei: Więc oni walczą z imperium Kislevu. Citan: Tak. Zdaje się że znaleźli nowe ruiny na północnej granicy Aveh. Te ruiny znajdują się pod 500 letnią starożytną świątynią. Trzy tygodnie temu Kislev przejął te ruiny. Najprawdopodobniej walczą teraz o to. Autor: Fengalon