Intro Jam jest Alpha i Omega, początek i koniec, pierwszy i ostatni. Komputer: Wystąpiło niebezpieczeństwo pierwszego stopnia. Kobieta przy komputerze: Omega jeden zrestartowany. Jeden genom zrestrukturyzowany. Potwierdzam wymianę exonów. Druga kobieta: Kod podstawowy 85 milionów, 100 milionów! Szybkość tego jest niesamowita! Alpha jeden do Centrali Razaela, potwierdzam połączenie. Uruchamiam przeniesienie. Odłączenie! Znów pierwsza kobieta: Uruchamiam osłonę awaryjną ... niedostępna! Skażenie szybko się rozprzestrzenia. Kapitanie! Kapitan: Rozłączyć kable ręcznie. Kobieta: Rozkaz. Uruchamiam samo destrukcje połączeń. Potwierdzam... Niedobrze. Nic się nie stało. Druga Kobieta: Omega jeden, atakują! Nie możemy ich zatrzymać! 98% naszej broni zostało przejętej. Deus dostał się do systemu auto pilota. Przepisuje jego trajektorie lotu. Wzrasta obszar Ergo. Formuje się wewnętrzna powierzchnia. Przełączone na tryb transportowy. Alpha jeden, potwierdzam transfer koordynatów. Kod to NX128EZ061, główna planeta! Kapitan: Cholera, więc planują zaatakować. Maszynownia, uruchomić awaryjny system blokad. Maszynownia? Maszy... (Na ekranie pojawia się ciągle napis "Powinniście być jak bogowie") Kapitan: Dopilnujcie aby wszyscy cywile bezpiecznie dotarli do promów ewakuacyjnych. Uruchomię auto zniszczenie gdy statek zostanie ewakuowany. Wszyscy mają się natychmiast ewakuować. Początek gry. Kontynent Ignas znajduje się w północnej półkuli. Na tym największym kontynencie przez stulecia toczy się wojna pomiędzy dwoma krajami. Na północy kontynentu znajduje się Imperium Kislevu. Na południu leży pustynne królestwo Aveh. Wojna toczy się już tak długo, że ludzie zapomnieli już o jej przyczynie, znając tylko nie kończący się krąg wrogości i tragedii. Ta chroniczna wojenna obsesja miała wkrótce doznać druzgoczącej zmiany. Stało się tak dzięki Ethos, instytucji zajmującej się opiekom nad naszą światową kulturą i naprawianiem narzędzi i broni wydobywanej z ruin starożytnych cywilizacji. Natychmiast oba kraje zaczęły prowadzić wydobycie z ruin a Ethos naprawiał ich znaleziska, co zwiększało ich siłę militarną. Broń wydobywana z ruin szybko zmieniła oblicze pola walki. Wynik starć nie był już określany przez walki między ludźmi, lecz między Gearami- gigantycznymi humanoidalnymi maszynami bojowymi- które były wydobywane z najdalszych zakątków ruin. W końcu po niekończących się walkach, Kislev uzyskał przewagę. Gównym czynnik tego leżał w róznicy pomiędzy liczbą broni znajdujących się w ich ruinach. Lecz nagle, tajemnicze siły wojskowe pojawiły się na kontynęcie Ignas. Siły te nazywające się "Gebler" nawiązały kontakt z Aveh. Z ich pomocą Aveh było w stanie odzyskać siły po ogromnej dysproporcji ził i nawet zacząć zajmować terytorium Kislevu i nic nie wskazuje że ich kampania inwazyjna ma zwolnić. Oto mała wioska Lahan, położona na peryferiach Aveh, nieopodal granicy z Kislevem. Tu się wszystko zaczęło. Fei: Huff, huff... A niech cię! (Jeden z Gearów został powalony na ziemię) Fei: Huff, huff... Jeden leży!? (Nagle Gear wstał) Fei: Czym ty jesteś? Nie ważne jak często cię powalę na ziemię ty ciągle wstajesz! Citan: Fei! Stój! Nie możesz tutaj walczyć! Fei: Guh! Jesteś uparty! (Fei powalił następnego geara) Fei: Huff, huff... a niech to! Jak to możliwe? Dlaczego musiało dojść do tego? (nagle widzimy Feia w domu, malującego obraz) Fei: Whew! Tyle wystarczy! W porządku ... czas na małą przerwę. (Fei wychodzi z piwnicy) Timothy: Yo! Cześć Fei. Przepraszam że musimy wykorzystywać twój dom w ten sposób, ale musimy omówić jutrzejszy wielki dzień z szefem wioski. Fei: Taa jutro, huh... Twój ślub z Alice! To będzie wielki dzień! Timothy: Taa... pewnie... lecz ciągle nie wydaje się mi się to rzeczywiste. Fei: Hej, errh, Timothy, chciałem podziękować tobie i Alice... 3 lata temu obudziłem się w tej wiosce bez żadnych wspomnień... nie wiedziałem kim byłem, gdzie byłem i co robiłem aż do tego dnia... nie pamiętałem nawet jednej rzeczy... mimo tego ty i Alice współczuliście mi i zachęcaliście mnie bym szedł dalej. Jeśli was by tam nie było, nie wiem co by się ze mną stało... Timothi... zgłębi serca dziękuje ci! Teraz ty i Alice będziecie mieli bardzo szczęśliwe życie. Timothy: Hah! Przestań już! Nie musisz teraz wygłaszać jakichś ckliwych bzdur... ja zawsze czułem jakbyśmy przyjaciółmi od zawsze i zostaniemy przyjaciółmi na zawsze, prawda? Fei: Oczywiście! Timothy: Oh, Fei... Czy mógłbyś zobaczyć co słychać u Alice? Mamy jeszcze sporo do omówienia z moim ojcem i szefem wioski. Jestem pewien że ucieszy się z towarzystwa. Fei: Pewnie! Zobaczymy się później. Nie mogę się już doczekać jutrzejszej ceremonii. (Fei wychodząc wpada na Dana) Dan: Więc tutaj jesteś! Fei, muszę z tobą o czymś porozmawiać! Fei: Cześć Dan! Żwawo dzisiaj wyglądasz... jak zawsze! Timothy: Dan! Nie bądź niegrzeczny. Co ma to wszystko znaczyć? Dan: Argh! Timothy też tu jest... odwal się, Timothy! Dopóki nie poślubisz mojej siostry, nie masz ze mną nic wspólnego! Mam sprawę do mojego przyjaciela Feia! Więc Fei ja errh... muszę z tobą o czymś później porozmawiać... Fei: O co chodzi Dan? To brzmi poważnie! Dan: Tak, dlatego nie możemy tutaj rozmawiać... jest tu pewna osoba która może nam narobic kłopotów... To naprawdę ważne! Musimy porozmawiać, poważnie, w cztery oczy jak męszczyzna z męszczyzną! Będę na zewnątrz, więc przyjdź się ze mną spotkać!! Timothy! Uważaj na siebie do jutra... (Dan wychodzi) Fei: Huh? Co się z nim dzieje? Timothy: Od jutra będę jego szwagrem... hah! Ale nie oznacza to że ni będzie miesiąca miodowego! (Fei wychodzi na zewnątrz i idzie do domu Alice) Kobieta: Witaj, Fei! Przyszedłeś aby się spotkać z Alice? Właściwie jest zwyczaj że nie pozwalamy żadnemu męszczyźnie zobaczyć się dzisiaj z panną młodą... lecz dla ciebie mogę zrobić wyjątek. Fei: Cześć, Alice. Czy to twoja suknia ślubna? Alice: Oh!? Fei, przestraszyłeś mnie! Tak zgadza się... właśnie ją skończyłam. Wymagało to więcej wysiłku niż przypuszczałam. Fei: Hmm... bardzo dobrze ci to wyszło! Będzie wspaniale wyglądać na tobie Alice... gratuluje! Alice: Dziękuje... Alice: Oh, um Fei... Fei: Hej, uh Alice... Fei: O co chodzi? Alice: Oh, nic takiego... Fei :Rozumiem... Alice: Oh zapomniała bym... widziałeś Dana? Fei: Tak, jest na zewnątrz... jak zawsze się przechwala! Alice: Ugh, ten dzieciak! Właśnie mu mówiłam że ma cos zrobić! Fei: Tak? Co takiego? Alice: To na mój jutrzejszy ślub... miałam nadzieję że pójdzie i pożyczy kamerę od doktora Uzuki, który mieszka na szczycie wzniesienia. Fei: Jeśli to wszystko to chętnie to dla ciebie zrobię! Alice: Mógłbyś? OH, lecz nie mogę... Fei: Nie martw się! To żaden problem! Nie czuł bym się zbyt dobrze jakbym pozwolił Danowi przynieść taki delikatny sprzęt. A co więcej, może będę miał okazję zjeść coś co ugotuje Yui gdy będę już u doktora. Alice: Hee-hee... To mój Fei! Fei: Dobrze, więc pójdę już! Alice: Oh... Fei, zaczekaj! Fei: Huh? Czy chcesz żebym przyniósł coś jeszcze od Citana? Alice: Nie... to nie to... Fei:...? Alice: Fei...czy myślałeś kiedykolwiek o pewnych sprawach w ten sposób? Jeśli... jeśli byś tylko urodził się w tej wiosce... i gdybyśmy się poznali wcześniej... Fei:.... Alice: Oh, to nic takiego. Przepraszam... Fei: Myślę że lepiej już pójdę! Alice: Oh, dobrze... Bądź ostrożny po drodze. I pozdrów ode mnie doktora Uzuki! (Fei wyszedł) Alice:...Czy to przeznaczenie? Głupio się czuję... kogo ja oszukuję? (Fei doszedł do domu Citana) Yui: Witaj, Fei. Fei: Cześć, Yui, widziałaś doktora? Yui: Myślę że znów naprawia te swoje rupiecie za domem. Fei: Dzięki, Yui. (Fei idzie za dom) Fei: Gdzie jesteś doktorze? (nagle coś wybuchło) Fei: Co się dzieje? Citan: Ohh, nie jest dobrze! Dlaczego muszą używać takich lichych części? Dlatego rozpoczeła się ich interwencja... Fei: Doktorze! Więc tutaj jesteś! Citan:Oh, Fei! Dobrze cię znów zobaczyć. Fei: Nic ci nie jest doktorze? Co tam robisz? Citan: Myślałem że naprawię tego Kraba Lądowego. Oh ta eksplozja nie była niczym groźnym! Dzieje się tak za każdym razem. Ha,ha,ha...! Mógłbyś chwilę zaczekać? Już prawie na dzisiaj skończyłem. O tak. Mam coś interesującego w magazynie, czemu sobie tego nie obejrzysz? Fei: Dobrze doktorze, lecz proszę pospiesz się. Wkrótce się sciemni. (Fei wszedł do magazynu, znalazł tam duże pudełko) Fei: Więc to o tym mówił doktor. Niech zobaczę... co jest w tym takiego interesującego... (Fei uruchamia pudełko z którego zaczyna lecieć melodia) Fei: Wow!? Fei: Co to jest...? A muzyka...? Słyszałem ją już gdzieś wcześniej...? (Wchodzi Citan) Citan: I co myślisz? Nie złe, co? Fei: Doktorze... Citan: Witaj ponownie Fei. Przepraszam że kazałem ci czekać. Muzyka jest tajemniczą rzeczą... czasami sprawia że ludzie przypominają sobie rzeczy których się nie spodziewają, wiele myśli, uczuć, wspomnień... rzeczy prawie zapomnianych... bez względu czy słuchacz chce je pamiętać czy też nie... Fei: Doktorze, co to jest...? Citan: To zostało wydobyte z starych ruin i ciągle jest w trakcie naprawy. Jasne jest że to urządzenie odtwarzające jakiegoś typu. Dawno temu ludzie słuchali tej melodii, tak jak my robimy to teraz... czasami muzyka ich rozweselała... czasami doprowadzała do łez. Fei:... Citan: A przy okazji, co cię tu dzisiaj sprowadza? Fei: Aice prosiła mnie abym pożyczył od ciebie kamerę. Citan: No tak. Jej ślub jest jutro, prawda...? Rozumiem. Lepiej się przygotujmy. Kolacja powinna zaraz być gotowa, zechcesz zjeść z nami? Fei: Chętnie jak zawsze! Miałem nadzieję że zapytasz. Citan: Ciągle mam tu trochę sprzątania. Czy zechcesz dotrzymać Midori towarzystwa w domu? Fei: Dobrze. Pójdę i zjem kolację kiedy będzie gotowa! Citan: Ha, ha, ha. Dobrze idź, lecz nie biorę odpowiedzialności jeśli rozboli cię brzuch od jedzenia zrobionego przez moją żonę. Fei: Doktorze... Dziwnie się czułem gdy słuchałem tej muzyki... czułem coś ciepłego wewnątrz... Citan: To może przez to że ktoś żyje wewnątrz ciebie... i on też musiał lubić tą melodię na długo zaczym został częścią ciebie... Fei:... (Fei wyszedł) Citan: Więc ślub Timothyego i Alice jest jutro... Może właściwie jest lepiej żyć zwykłym życiem, w tych warunkach... jako syn człowieka... Właściwie może lepiej w końcu ustawię żyroskop... huh? (Nagle pudełko wybuchło) Citan: To niemożliwe... czy to... jakiś omen? Co się stanie...? (Później w domu Citana) Fei: Mmm... to było dobre! Twoje umiejętności kucharskie nigdy nie przestaną mnie zadziwiać Yui! Dziękuje za ten przepyszny posiłek! Yui: Nie ma za co. Jeśli tak lubisz moje jedzenie to będę chętnie dla ciebie gotować Fei! Citan: Przyniosę sprzęt który potrzebujesz osobiście jutro do wioski... Obawiam się że nie czuł bym się zbyt dobrze gdybyś miał zanieść taki delikatny sprzęt Fei:...Gdzie już to wcześniej słyszałem!? Dla mnie to w porządku... zobaczymy się jutro doktorze! Dobranoc Yui, Midori! Yui: Dobranoc. Nie możemy się doczekać jutrzejszego ślubu. Midori:... Fei: Dobranic doktorze. Citan: Tak, dobranoc. Citan:Oh, Fei! Proszę bądź ostrożny... droga jest niebezpieczna gdy jest tak ciemno... Fei: O co chodzi doktorze? Nie ma się o co martwić! Do jutra. (Po drodze do wioski Fei zobaczył Geary) Fei: Co to jest? Fei: Giganty? (Citan przybiegł do Feia) Fei: Doktorze! Jakieś obiekty latające poleciały w stronę Lahan!! Citan: Więc też je widziałeś! Sądząc po ich cieniach zdaje się że jest to grupa Gearów z naszego sąsiedniego kraju Kislev. Fei: To były... Geary...? Citan:!! O nie! Kierują się prosto na Lahan! Fei: Te które widziałem? Citan: Musimy się pospieszyć! Fei: Racja! (Docierają do Lahan gdzie walczą Geary) Fei: Nie! Lahan...? Citan: Alice!? Timothy!! Alice: Doktor Uzuki!? Fei!! Timothy: Doktorze! Oni przybyli z nikąd i wylądowali pośrodku wioski...! Citan: Wiem. Dlaczego zaczęli walczyć właśnie tutaj...!? Nic wam nie jest? Alice: Tak! Lecz nie możemy znaleźć Dana!! Timothy: Pójdę poszukać jeszcze raz! Alice, opuść natychmiast wioskę. Citan: Nie, Timothy, zaczekaj! Ty, Alice i reszta mieszkańców powinna się natychmiast ewakuować do bezpiecznego miejsca! Timothy: Doktorze, wiesz przecież że nie mogę po prostu zostawić Dana! Alice: Timothy... Citan: Wiem jak się czujesz, lecz zostaw resztę Feiowi i mnie! Przede wszystkim powinieneś się martwic o własne bezpieczeństwo... Timothy, jesteś odpowiedzialny za bezpieczeństwo Alice! Timothy: Lecz... Fei: Tak jak doktor powiedział, powinniście jak najszybciej opuścić wioskę! Nie martwcie się o Dana. Znając go pewnie już się ewakuował i czeka teraz na was! Timothy:...Myślę że masz racje... w porządku! Alice, ewakuujmy wioskę! Alice: Dobrze. Dziękuje doktorze! Ale Fei... proszę poszukaj jeszcze Dana! Fei: Dobrze, nie martw się. Jeśli jest jeszcze w wiosce to na pewno go uratuje! Citan: Teraz szybko uciekajcie!! (Alice i Timothy uciekli) Citan: Pójdę sprawdzić czy nikt jeszcze nie pozostał w domach. Fei, proszę obejdź całą wioskę i wyprowadź pozostałych! Fei: Dobrze! Ale doktorze... bądź ostrożny, dobrze!!? Citan: Ty także, Fei! Fei: Whoa!! Fei:...Ah!? (Fei zobaczył przed sobą niebieskiego geara. Fei wszedł do geara) Citan: Huh...? Fei!? Zaczekaj, Fei!! Nie możesz tutaj walczyć! (Wewnątrz geara) Dane wyświetlane wewnątrz geara: ...ZaFbEwFadJZ... Modyfikator językowy uruchomiony... Identyfikacja: Lamb (owca) Dialekt Ignas. Brak doświadczenia w pilotażu. Wybrany prosty tryb walki. Synchronizacja z refleksem pilota. (Fei zaczą walczyć i pokonał wrogie geary) Fei: Po mojej prawej także! Cholera! Ilu ich tutaj jest...? (Nadciągnęły nowe geary, zaczynają strzelać do Feia) Fei: Myślę że...nie mam wyboru...mogę tylko walczyć. Citan: Fei...!! Sposób w który walczysz... o nie... nie jest dobrze! Jeśli "on" się tutaj przebudzi... Dan: Doktorze!! Citan: Dan!? Citan: Nic ci nie jest!? Co tutaj robisz!? Czy wiesz jak się martwiła Alice i Timothy? Dan: Przepraszam doktorze Uzuki! Uciekłem z wioski już wcześniej, ale wróciłem... nie mogłem zostawić sukni ślubnej mojej siostry... Citan: Wruciłeś po suknie ślubna swojej siostry...!?Heh... jesteś sentymentalnym chłopcem...! Uciekajmy lepiej w bezpieczne miejsce dopóki Fei odwraca ich uwagę! Zdaje się że chcą tylko tego geara w którym jest Fei... Dan:...?!?... Fei jest... wewnątrz tego potwora!? Citan: Fei jest związany... przez mroczne, okrutne przeznaczenie Boga... Dan:..Fei...? Citan: Choć już Dan! Lepiej uciekajmy. (Pojawia się Timothy) Timothy: Dan!! Wiedziałem że jesteś jeszcze w wiosce! Cieszę się że nic ci nie jest!... Huh? (Pobliski gear zauważył Timothiego) Citan: O nie...! Timothy!! Timothy:...Uh!... Fei: Czekaj!! Nie strzelaj! Stój!! Ci ludzie nie mają z tym nic wspólnego! Timothy! Zejdźcie mi z drogi, wy bydlaki! Stójcie! Powiedziałem st-ój---cie! (Dowodzący gear rozkazał strzelać. Timothy został zabity. Fei stracił świadomość, zmieniła mu się fryzura na długą zakrywającą oczy. Fei uśmiechną się i nagle promienie wystrzeliły z geara niszcząc nieprzyjacielskie geary i całą wioskę) Dan: Alice! (Citan go zatrzymał) Dan: Nie!!!!! (Fei budzi się po jakimś czasie) Fei: Uh... Uhn...? Huh...! Gdzie ja jestem I...!? Fei: Doktorze! Citan:Oh, wreszcie odzyskałeś przytomność... Fei: Doktorze... Co się stało...? Gdzie jest szef Lee, Timothy, Alice...? Co ja...? Citan: Tak... To jest... Dan: Ty morderco!! Citan: Dan! Fei:!? Dan, Co masz na myśli? Dan: To... to stało się przez ciebie, przez to że wsiadłeś do tego potwora... Alice i Timothy... i reszta osób z wioski...! Zabiłeś ich wszystkich używając tego potwora...!! Fei:...?!?... Dan: Dlaczego musiałeś walczyć pośrodku wioski...? Skąd wogóle wiedziałeś jak używać tego potwora...? Dziewczynka: Mamo...? Gdzie jest mama...? Mieszkaniec: Widzicie, a nie mówiłem... Wiedziałem że pozwalając komuś o kim nic nie wiemy zamieszkać w wiosce doprowadzi do jakiejś katastrofy... Child: Owww... jak boli... Fei: Dan! (Ludzie przestraszyli się Feia) Dan: Morderco!! Zwróć mi moją siostrę!! Citan: Dan! Nic nie zyskasz zrzucając całą winę na Feia. Co więcej, wiesz że Fei nie miał kontroli nad tym uszkodzonym gearem. Dan: Wiem...wiem! Ale...ale...!! Dan: NIENAWIDZĘ CIE! (Dan uckiekł) Citan: Będzie lepiej jak zostawimy go na razie samego... nie wie jak sobie porawdzić z swoim gniewem... Fei:... Citan: Fei... może lepiej będzie jak opuścisz to miejsce. Nie wiadomo czy nie przybędą jakieś posiłki by sprawdzić co się wczoraj stało. Poza tym jeśli tutaj zostaniesz nie sądzę aby atmosfera była zbyt przyjazna... jeśli wiesz co mam na myśli. Tak będzie najlepiej dla ciebie i dla reszty mieszkańców. Fei: Myślę że masz rację... to wszystko stało się ponieważ byłem tutaj...lecz...co powinienem teraz zrobić? Citan: Tak...czemu nie przejdziesz przez las Blackmoon i nie skierujesz się do Aveh? Jestem pewien że ci żołnierze z wczoraj nie byli z Aveh. Jeśli uda ci się dotrzeć do Aveh nie będzie im łatwo ciebie namierzyć. Fei: Dobrze... Rozumiem doktorze...proszę zajmij się dla mnie resztą tutaj. Citan: Oczywiście... uważaj na siebie. (Fei spojrzał na geara i przypomniał sobie słowa Dana) Zabiłeś wszystkich tym potworem.... Morderca!! Zwróć mi moją siostrę!! Fei:...Gh!... Autor: Fengalon