Może ktoś zna to uczucie. Kiedyś przychodziłeś bądź przychodziłaś odwiedzić ukochaną osobę. Teraz nachodzisz Ją. To, co wcześniej było miłą romantyczną niespodzianką, dziś jest niezręczną błazenadą. Identyczne czyny, jakże inne spojrzenie. Kochamy, próbujemy dotrzymać kroku, próbujemy dogonić. Upadamy. Niebezpiecznie jest spieszyć się. Wstajemy i biegniemy, a tor czasem nie prowadzi do mety, tylko w kółko. Wyrzekamy się siebie, rezygnujemy ze swojego życia – bo kochamy. Nie odróżniając tak często miłości od żądzy. I tam, gdzie to się kończy, to wciąż trwa. Kręci się i nie przestanie, dopóki jedno naprawdę nie odejdzie.